Od jakiegoś czasu oglądam Wikingów. Niby świetny serial a ja wciąż mam mieszane uczucia i nie wiem czy go polecać czy nie. Zdecydowanie nie jest to serial dla wrażliwców, sporo, wrzasków, mało humanitarnych walk oraz sporo lejącej się posoki. Z jednej strony, świetna muzyka, super zdjęcia, motyw kruka oraz motywy wierzeń nordyckich co dodaje całej opowieści pierwiastka nadprzyrodzonego. Z drugiej, Wikingowie- okrutni, zdradliwi, żądni ziemi i bogactwa. Trudno odczuwać do nich sympatię, a jednak….
Ragnar- główny bohater- niezaprzeczalnie przystojny młody facet z ambicjami przerastającymi jego czasy. Z wiekiem staje się jak wino. Coraz ciekawszy i atrakcyjniejszy i mimo czynów, których się dopuścił ciężko go znielubić. Nawet wymierzając najbrutalniejszą karę zdrajcy- ogląda się tę scenę z grozą i fascynacją jednocześnie. Ragnar- to kolejny bohater, który kompletnie nie zabiega o sympatię widza, nie ukrywa jaki jest, wręcz jest brutalnie szczery a mimo to patrzymy na niego z zainteresowaniem graniczącym z fascynacją. Podobne postaci to np. John Rambo- małomówny weteran wojny w Wietnamie, który wraca do domu i tu…długo by opowiadać, warto poczytać książkę Pana Davida Morrella, który wymyślił Johna Rambo lub obejrzeć ekranizacje i później pozostałe części. John Creasy z Człowieka w Ogniu, na podstawie książki A.J. Quinnella czyli Denzel Washington jako główny bohater- tym razem emerytowany żołnierz, najemnik i sponiewierany przez pracę alkoholik czy też Robert McCall z Bez litości- w tej roli też Pan Washington jako człowiek, który nie istnieje a który kiedyś pracował dla rządu i raczej umiejętności, którymi się posługuje nie zostały nabyte siedząc przy biurku od 8 do 16. Bądź idąc dalej i z naszego podwórka- Geralt z Rivii czyli Wiedźmin-( mój absolutny faworyt)- człowiek wśród potworów i potwór pośród ludzi. Mrukowaty, zabójczy i zasłaniający się samodzielnie wymyślonym kodeksem bohater, który właśnie tym kim jest, nie udając pozytywnego bohatera i uśmiechając się paskudnie, sprawia, że nie sposób go znielubić a fakt, że nie brzydzi się przemocą zdaje się być tylko nieistotnym szczegółem.
Co ci panowie mają wspólnego oprócz zabójczych umiejętności? Myślę, że charyzmę, własny kodeks moralny, brak zainteresowania tym co sądzą o nich inni oraz żelazną determinację w osiąganiu zamierzonych celów. Kombinacja tych czynników powoduje, że się nie wybielają, nie dorabiają ideologii do swoich czynów. Oni wiedzą, że te czyny są moralnie dyskusyjne, żeby nie nazwać rzeczy po imieniu i powiedzieć- złe a jednocześnie konieczne. I sądzę, że ta bezkompromisowość jest taka pociągająca i sprawiająca, że trudno jest oderwać od nich wzrok i nie postrzegać ich jak bohaterów. A idąc o krok dalej, trudno nie szukać usprawiedliwienia a wręcz aprobaty dla ich czynów. A może tacy bohaterowie są po prostu ludzcy ani do końca źli ani dobrzy. Może ich wybory to jedynie kwestia okoliczności?